Eksperyment marketingowy - czy zadziała?
Każde działanie można rozłożyć na czynniki pierwsze
Czasem rozszczepienie na atomy pomaga dotrzeć do nowych zastosowań, wyznaczyć nowe drogi. Marketing jest dla mnie stosunkowo nowym polem badawczym i mimo dość dobrej podbudowy merytorycznej, wciąż nie mam wystarczającej pewności siebie w działaniu zmierzającym do sprzedaży. W sprzedawaniu wciąż nie czuję się naturalnie i raczej unikam takich sytuacji, w głębi marząc o tym, że moi klienci:
- sami do mnie dotrą,
- przyciągną za oporny rękaw swoich znajomych, których zapewnią o mega jakości mojej pracy.
Jak powstaje e-book?
W skrócie opowiem o etapach powstawania e-booka z mojej perspektywy, na podstawie mojego doświadczenia. Zacznę od tego, że kiedy pisałam pierwszego e-booka, najważniejsza była dla mnie treść. Koncentrowałam się najpierw na tym, aby znaleźć czas na w miarę regularne pisanie treści. Następnie Wypisałam wszystkie główne idee na mapie myśli. Po pracy nad treścią powstał spis treści. Potem naniosłam poprawki i uzupełnienia, a następnie zajęłam się wyborem zdjęć. To ostatnie z kolei nie jest aż tak banalnie proste, jak założyłam, zwłaszcza, że fotografią zajmuję się od wielu lat, każdego dnia i moje prywatne banki zdjęć pękają w szwach.
Wzięłam pod uwagę kalendarz i kiedy okazało się, że koniec mojej pracy nad e-bookiem dobiega końca w okolicy moich urodzin, uznałam, że jest to najlepszy czas na wyjście z szafy. Na dwa tygodnie przed urodzinami na facebooku ogłosiłam 10 swoich celów na ten krótki czas do urodzin. Oczywiście jako jedna spośród tych 10 informacji dotyczyła tego, że wydam e-booka. Oczywiście wszyscy z pośród moich niemalże 2 tysięcy znajomych w domyśle mieli wszystko dokładnie przeczytać, o czym napisałam i mieli oczekiwać w blokach startowych na możliwość zakupu mojego e-booka.
Dobre, prawda? Z takim planem, a raczej brakiem planu już w dwa tygodnie po dacie swoich urodzin mogę wyciągnąć klarowne wnioski. Oczywiście nikt wcześnie nie miał pojęcia o tym, że cokolwiek piszę (chociaż piszę cokolwiek od 25 lat, czyli zaczęłam jeszcze w podstawówce i nigdy nie przestałam). Ani nikt nie miał pojęcia o tym, że cokolwiek mam do przekazania (chociaż znają mnie jako pracusia, wiedzą, że moja kariera zawodowa związana była głównie z edukacją oraz że skończyłam różne kierunki studiów, a także o tym, że wciąż gdzieś mnie nosi i w czymś biorę udział). Z uwagi na to, że są to elementy tak naturalne, jak oddychanie, nie widziałam potrzeby tworzenia treści o takim charakterze. I tu uwaga: zakładałam, że moja grupa docelowa to są moi znajomi, którzy szukają tego, co umiem im dać. Dać, nie sprzedać. Znajomym, nie klientom. Sami szukają, czego potrzebują. Niedorzeczne, prawda?
Czy chcę sprzedawać? Muszę. Nie ma biznesu bez sprzedawania. Bussines is bussines. Odkąd nie jestem nastolatką, zarabiam na swoje utrzymanie. Od końcówki studiów pierwszego stopnia pracowałam w szkole. Budżetówka, wiadomo, kokosów nie przynosi, ale kokosową poduszkę bezpieczeństwa już tak. Wypłata na czas, rachunki zapłacone w terminie, wszystko jak w szwajcarskim zegarku. Miałam świadomość, że nie ma co liczyć na podwyżki, a już na pewno nie ma co negocjować podwyżki, ale wartością była możliwość planowania czasu wolnego, który przeznaczałam na... dodatkową pracę. No nie znowu, żeby nic z tego nie mieć, ale nie jakieś też super nadwyżki na platynowe waciki. Najwyższą formą zapłaty było jednak zadowolenie klienta z tego, co mógł ode mnie otrzymać.
Zatem kiedy zostawiłam moje etaty i przeniosłam swoje centrum życiowe 2 tysiące kilometrów od rodzinnego domu, potrzebowałam wielu miesięcy nauki, aby nie utopić biznesów. Wiedza jest moim fundamentem, jednak kreatywność w działaniu to moja fascynacja i przygoda. Poszukiwałam różnych materiałów. Dużo wiedzy znalazłam bezpłatnie w internecie. Założyłam nawet specjalną skrzynkę mailową na tzw. freebee. Kupiłam też kilka kursów, które przerabiałam po godzinach.
Na czym polega eksperyment marketingowy, którym chcę się z tobą podzielić?
Jest to działanie podjęte bardzo spontanicznie i o jego efektach napiszę osobno. Wzięłam mój produkt w wersji cyfrowej i opakowałam w graficzną informację. Na jednostronicową kanwę naniosłam takie informacje jak:
- CO? ebook,
- Tytuł: Fotografia w biznesie,
- Oferta tylko na BLACK FRIDAY,
- Call to action: KUP TERAZ oraz podpięłam link z przekierowaniem do koszyka,
- Wkleiłam zdjęcie okładki oraz jednej losowo wybranej rozkładówki z wnętrza e-booka,
- Dopisałam opis książki w zwięzłym zdaniu: Wszystko co musisz wiedzieć, kiedy jesteś przedsiębiorcom (oczywiście w odniesieniu do tytułu, który już zawiera słowo fotografia).
Cały załącznik zaprojektowałam w Canvie łatwo, prosto i przyjemnie.
Następnym krokiem w moim eksperymencie marketingowym było użycie wspomnianej wcześniej skrzynki pocztowej na freebee. Kopalnia adresów, ogromna baza kontaktów. Odpisałam na 10 ostatnio otrzymanych newsletterów i załączyłam pdf z aktywnym linkiem. Chcesz poznać treść wiadomości? Zaobserwuj mój blog, a wkrótce dowiesz się także jaki będzie rezultat tego eksperymentu.

Komentarze
Prześlij komentarz